Rozdział 5

.

Dob­re uczyn­ki nie zaw­sze wy­nikają tyl­ko z egoiz­mu. Zdarzają się, na­tural­nie, postępki całko­wicie ano­nimo­we i bez nadziei na zapłatę, ale prze­ważnie ofiaro­daw­ca nie czu­je się za­dowo­lony, jeżeli sam nie może zo­baczyć skutków swo­jego postępo­wania, dopóki nie prze­kona się ja­ki szczęśli­wy i wdzięczny jest ten, które­mu pomógł. Większość dob­rych uczynków to postępo­wanie egois­tyczne, bo chce­my czuć się szlachet­ni i bar­dziej wartościowi. 

 

W klasie transmutacji zapanowała grobowa cisza. Uczniowie w skupieniu spoglądali na Slughorn, która ponownie zawiesiła swój wzrok na czarnołuskim stworzeniu. Malfoy, siedzący w przeciwległej ławce, udał niewzruszonego, jednakże niecodzienny widok, na króry miał możliwość patrzeć, wzbudził w nim spore emocje. Jak większość obecnych w klasie uczniów, arystokrata próbował zrozumieć w jaki sposób siedemnastolatka potrafi posługiwać się mową węży. Kiedy powaga zstąpiła na twarz Malfoy’a, zastępując malujący się na niej wcześniej cyniczny uśmiech, gryfonka mruknęła coś pod nosem, sprawiając, że gad potulnie ułożył łeb na podłodze.
– Nelio – z zadumy wyrwał ją głos Harrego.
Dopiero w tym momencie gryfonka zdała sobie sprawę co tak naprawdę zrobiła. Przecież umiejętność porozumiewania się z wężami nie jest niczym powszechnym. Ba, można by rzec, iż jest to sprawność nietuzinkowa. Nie spotyka się na co dzień czarodziejów, którzy władają tak skomplikowanym językiem. Jego nauka jest bardzo trudna. Większość wężoustych po prostu rodzi się z tą jakże oryginalną umiejętnością, odziedziczając ją po swych krewnych. Z chwili zastanowienia wyrwał ją odgłos skrzypiących drzwi. W progu stanęła Profesor McGonagall, a widoczny na jej twarzy grymas zdziwienia z pewnością nie wróżył niczego dobrego.
– Czy może mi ktoś wytłumaczyć co tu robi to.. zwierzę? – skinęła głową wskazując na węża. – No słucham! – uniosła głos, spoglądając wyczekująco na pojedynczych uczniach – Dobrze, w takim razie chce widzieć dzisiaj wszystkich w swoim gabinecie! O siedemnastej!
Głośny jęk rozniósł się po sali. Minerva nie była typem nauczyciela, który rozdawałby szlabany na prawo i lewo, jednak po tej krótkiej, ale jakże owocnej rozmowie z Dyrektorem Hogwartu, do klasy wróciła nieco poddenerwowana.
– Pani Profesor! To Malfoy wyczarował tego węża – Hermiona oskarżycielsko spojrzała w stronę blondyna.
– Przymknij się!
– Proszę zważać na słowa – Profesorka zgromiła blondyna wzrokiem – W takim razie, jeżeli to Pan, Panie Malfoy jest sprawcą całego zamieszania, nie widzę potrzeby aby ktoś inny niż Pan spędził dzisiejsze popołudnie w moim gabinecie  – poprawiła okulary, które zsunęły się z jej nosa.
– Przykro mi Pani Profesor, ale nie mogę – uśmiechnął się złośliwie – Mam trening quidditch’a.
– Ależ ja nie przyjmuje żadnych wymówek! Quidditch nie ucieknie.
– Profesor Snape nie będzie z tego powodu zadowolony.
– Oh, niech Pan się nie przejmuje Profesorem Snape’m. Ja z nim porozmawiam – zacisnęła usta w wąską kreskę, nie mogą się nadziwić, jak uczeń może tak widowiskowo okazywać brak szacunku nauczycielowi.
W tym momencie zabił dzwon oznaczający koniec zajęć. Dracon zerwał się z miejsca i szybkim krokiem wyszedł z sali, nie czekając ani na Zabiniego, ani na Pansy.
– Dobrze tak tej tchórzofretce – Ron był wyraźnie zadowolony z obrotu sprawy.
– Jest bezczelny! Ale tak już mają chyba wszyscy ślizgoni – Hermiona zmierzyła wzrokiem Parkinson, która wepchała się przed nią i jako pierwsza z nich wyszła z klasy – Oni po prostu nie potrafią zachowywać się w porządku.

***

Na korytarzach okalających Dziedziniec Transmutacji, jak zwykle panował niezwykły gwar. Jak co przerwę uczniowie przemieszczali się z jednej części zamku do drugiej, a przecięcie środkowego placu było najczęściej najkrótszą drogą. Harry i Ron stali pod ścianą i ze śmiechem obserwowali miotających się pierwszoklasistów.
– Potter! – wśród głośnych rozmów, śmiechów i szmerów, dało się słyszeć, głośny krzyk, nawołujący jednego z chłopców.
Harry odwrócił się w stronę, z której dobiegał głos i wśród kilkunastu czarnych szat należących do uczniów różnych domów, ujrzał Profesor McGonagall. Podszedł do niej z szerokim uśmiechem.
– Widzę Potter, że wcale nie zależy ci na zostaniu aurorem, skoro opuszczasz lekcje eliksirów.
– Przepraszam Pani Profesor, ale nie mogę zostać aurorem. Poinformowano mnie, że należy mieć „wybitny” na SUMch.
– Tak było, jak Profesor Snape uczył eliksirów. Profesorowi Slughornowi w zupełności wystarczy „powyżej oczekiwań” – spojrzała na Harrego wyczekująco – No na co jeszcze czekasz, zmykaj na lekcje. I weź ze sobą Pana Weasley’a, może się w końcu czegoś nauczy.

Chłopcy wpadli do klasy mocno spóźnieni. Profesor Slughorn serdecznie ich przywitał, nie kryjąc zadowolenia z faktu, że Harry wreszcie pojawił się na jego lekcji.
– Jak miło was widzieć! Harry i…
– Ron – Rudzielec przedstawił się niezadowolony z faktu, że zamiast siedzieć przed ciepłym kominkiem w dormitorium, musi bawić się w ważenie eliksirów których szczerze nienawidził.
– Pani Profesorze, nie mamy podręczników.
– Weźcie tam sobie z szafki za wami – wskazał palcem stary mebel stojący tuż za plecami chłopców – A teraz wróćmy do naszych kociołków. Czy ktoś ma jakiś pomysł cóż to może być?
Na ochotnika jak zwykle zgłosiła się Hermiona, po czym podeszła do pierwszej z substancji. 
– Veritaserum – odparła bez wahania.
– Inaczej eliksir prawdy. Po jego wypiciu, człowiek bez przeszkód odpowiada wyczerpującą, na każde zadane mu pytanie. Oczywiście czystą prawdą – dodała Nelia, która tuż za Hermioną podeszła do kociołków – W kolejnym naczyniu znajduje się eliksir wielosokowy – spojrzała na swoją przyjaciółkę, pozwalając jej kontynuować.
– Eliksir wielosokowy pozwala na przybranie wyglądu drugiej osoby. Jego sporządzenie jest bardzo trudne. Działa tylko na ludzi. A tutaj – podeszła do trzeciego wywaru – Tutaj znajduje się amortencja. Najsilniejszy miłosny eliksir. Jego zapach każdy odczuwa inaczej. Zapachem przypomina rzeczy, które osoba go wąchająca lubi. Ja na przykład czuję pergamin, skoszoną trawę oraz pastę do zębów.
– Wyśmienicie Panno Granger! – Horacy posłał gryfonce serdeczny uśmiech – A ty Nelio? Jaki zapach ty czujesz?
Dziewczyna podeszła do kociołka, przy którym jeszcze przed chwilą stała Hermiona. Kątem oka zauważyła jak znudzony wzrok Dracona po raz pierwszy od rozpoczęcia się lekcji spogląda na eliksiry.
– Ja Panie Profesorze czuje zapach róż, świeżego powietrza, które unosi się tuż po letnim deszczu oraz.. – Dziewczyna wzięła głębszy wdech, nie będąc pewna jaki zapach dokładnie czuje – płatki kukurydziane – niepewnie spojrzała na profesora.
Ten powtórzył uśmiech, który posłał Hermionie, pogratulował im wiedzy, po czym wrócił do omawiania substancji jaka znajdowała się w trzecim kociołku.
– Moi drodzy – zaczął, gdy omówił już właściwości najsilniejszego eliksiru miłosnego – w tej małej fiolce – wskazał palcem na leżącą na biurku przeźroczystą buteleczkę, wypełnioną złocistym płynem – znajduje się Felix Felicis, znany również jako Płynne szczęście. Chciałbym abyście uwarzyli Wywar Żywej Śmierci, a tenże przedmiot – ponownie wskazał na złocisty płyn – będzie waszą nagrodą. Jedna fiolka Płynnego Szczęścia. Podpowiedzi i wskazuje znajdziecie w podręczniku. Powodzenia!
Uczniowie zabrali się do pracy, zachęceni niezwykle cenną nagrodą. Po niespełna 40 minutach Horacy ujrzał dwie dłonie uniesione w górze. Pierwszym z uczniów, który wykonał wywar był Harry, drugim – Nelia. Profesor podszedł do każdego z nich i z osobna sprawdził eliksiry.
– Na brodę Merlina. Są perfekcyjne! Obydwa! To niesamowite.. – z niedowierzaniem spoglądał to na jednego gryfona, to na drugiego – Nagroda należy wam się obydwóm, ale niestety jestem w posiadaniu tylko jednej fiolki, nie mam pojęcia co teraz zrobić – podrapał się po głowie, wyraźnie sfrustrowany.
– Podzielimy się nim, Panie Profesorze – Nel spojrzała pytająco na Harrego, a gdy ten z wyraźną aprobatą skinął głową – sięgnęła po ich nagrodę, a zaraz potem schowała ją do kieszeni.

***

Draco siedział w swym dormitorium już dobre trzy godziny. Usadowiony w wygodnym fotelu, skrywał twarz w dłoniach i próbował przeanalizować wszystkie wydarzenia, mające miejsce w ostatnim miesiącu. Od dwóch tygodni praktycznie nie jadł i nie spał. Był chodzącym kłębkiem nerwów, wiecznie zdenerwowanym i złym na każdego – szczególnie na pewną gryfonkę. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że była dla niego niemałym zagrożeniem. Wiedziała kim jest. W każdym momencie mogła dostarczyć tą informację Dumbledor’owi, a on pewnie postarałby się aby blondyn spędził resztę życia w Azkabanie. Jednakże, jak to się stało, że ta nic nieznacząca osoba, znała tak wielki sekret arystokraty? Sięgnął po przewróconą szklankę, która leżała na szafce, tuż obok niego i wstał aby uzupełnić rozlany trunek. Ognista whisky krążyła w jego organizmie, a on z zawziętością próbował zrozumieć fenomen jakim była Wężousta Nelia Slughorn. W pewnym momencie wszystko stało się jasne. Zdenerwowany odwrócił się w stronę drzwi i ze wściekłością rzucił przeźroczystą szklanką, która rozbiła się tuż obok głowy Blaise.
– Stary, jeśli chcesz mnie zabić to zrób to w jakiś bardziej wymagający sposób, a nie pozbywaj się mnie, gdy wchodzę do swojego własnego dormitorium! I co ty najlepszego wyprawiasz! Na Salazara! – spojrzał zrozpaczony jak miedziana ciecz lśni na podłodze.
Zabini spoważniał dopiero, gdy zobaczył w jak niedobrym stanie znajduje się jego przyjaciel. Dracon miał podkrążone oczy, zapadnięte policzki, usta nieprzerwanie drżały, a twarz przybrała – nawet jak na niego – nienaturalnie blady odcień.
– Wykończysz się w końcu – stwierdził niepewnie, pochodząc do blondyna.
Blaise nawet nie pytał co wpływa na tak złe samopoczucie swego przyjaciela. Poruszał ten temat wielokrotnie i za każdym razem jego próby kończyły się fiaskiem.
– Może lepiej żebym ja to zrobił niż pozwolił aby dokonał tego ktoś inny – po dłuższej chwili milczenia, w pomieszczeniu rozszedł się odgłos cichego szeptu – Dowiedziałem się czegoś.
– Mam rozumieć, że czegoś strasznie ważnego? – Zabini usiadł pod ścianą, spoglądając na stojącego współlokatora.
– Czegoś co skazuje na śmierć jedno istnienie.
Pokój znów wypełniła głucha cisza. Ciemnoskóry chłopak nie do końca wiedział jak powinien to skomentować. Nim zdążył się jednak odezwać, ujrzał jak blondyn bez słowa wychodzi z pomieszczenia.
– Stary.. Tylko nie rób niczego głupiego.. – mruknął, sięgając po czystą szklankę.

***

Nelia przeglądała kolejne podręczniki znajdujące się na półce, usadowionej tuż powyżej jej głowy. Szukała czegoś, co pozwoliłoby napisać referat o pędach Jadowitej Tentakuli na co najmniej „powyżej oczekiwań”. Chwyciła jeden z woluminów, który wydawał się zawierać interesujące ją informacje i usiadła najbliższym  z dębowych stołów. W pomieszczeniu, oprócz paru uczniów, nie było nikogo. 
– Szukałem cię – Gryfonka odwróciła się, spoglądając zdezorientowana na wysoką postać mężczyzny.
Nie usłyszała kiedy wszedł.
– Mnie? Czego możesz ode mnie chcieć, zacny arystokrato, Draconie Malfoy’u?
– Nie musisz tak się do mnie zwracać – odsunął krzesło i ociężale na nim usiadł, zajmując miejsce naprzeciwko dziewczyny – wystarczy „Panie Draconie” – zakpił.
– Czyżbyś już skończył trening quidditcha? Oh, wybacz, zapomniałam. Jak minął ci szlaban u Profesor McGonagall?
– Wyśmienicie – mruknął, puszczając złośliwość dziewczyny mimo uszu.
– Mógłbyś łaskawie wstać i sobie pójść? Chciałabym spędzić czas poza dormitorium w jakimś miłym towarzystwie.
– Boisz się mnie? – zapytał ni stąd ni zowąd, patrząc wprost w jej ciepłe, zielone oczy.
– Nie – prychnęła – Nie rozśmieszaj mnie.
– A powinnaś – nie spuszczał z niej wzroku.
Nel nie kryła swego zdziwienia, które momentalnie wymalowało się na bladej twarzy. Przeszywające spojrzenie arystokraty wciąż ją świdrowało. Poczuła mocny dyskomfort.
– Co ty wygadujesz?
– Nie wiem jak mogłem być tak ślepy, że nie dostrzegłem tego wcześniej. Aż miesiąc zajęło mi połączenie wszystkich elementów – urwał, zastanawiając się, czy powinien mówić więcej – Twój ojciec jest bardzo zdenerwowany faktem, że znalezienie cię jest takie trudne.. Bardzo dobrze się ukrywałaś, trzeba przyznać, że sprytu ci nie brakuje.
Nel wpatrywała się oniemiała w ozdobioną przyklejonym uśmiechem twarz ślizgona. Nie wiedziała co powiedzieć. Każde słowo więzło jej w gardle. Czekała tylko, aż chłopak uraczy ją zdaniem z sensem podobnym do: „on już wie”, jednakże niczego takiego nie usłyszała.
– Oczywiście, on nie musi się o tym dowiedzieć – w ostatnim momencie odezwały się w Draco resztki człowieczeństwa.
– Czego chcesz?
– Czegoś banalnego. Małej pomocy z twojej strony.
– Pomocy? Wielki arystokrata potrzebuje w czymś pomocy i to ode mnie? – żachnęła się.
– Bądź dla mnie milsza, Nelio. Pamiętaj, że daje ci ogromną przysługę, powinnaś być mi wdzięczna, a wdzięczne osoby są miłe – uśmiechnął się do niej złośliwie – Wspominałem ci już kiedyś, że moje oceny z przedmiotu jakim jest transmutacja wykładana przez Profesor McGonagall, odbiegają od wyidealizowanych oczekiwań mojego ojca.
– Który przypadkiem nie znajduje się w Azkabanie? – wtrąciła.
Malfoy zacisnął pięści, a jego szczęka zaczęła się delikatnie poruszać, wskazując na mocno zagryzione zęby.
– Jak mówiłem, mam pewne problemy z tym przedmiotem. Chce od ciebie tylko jednego. Abyś pomogła mi w jego nauce.
– Mam ci dawać korepetycje? – zakpiła.
– Oczywiście, jeśli nie chcesz..
– Niech będzie – nie pozwoliła dokończyć mężczyźnie.
Była naprawdę zdziwiona, postawionym ultimatum. Żaden śmierciożerca nie pozostawiłby Nel w spokoju, znając jej prawdziwą tożsamość.
– Więc mamy umowę – mruknął, wstając od stołu.
Wyszedł z pomieszczenia, nie wierząc w to jak bezmyślnie postąpił.
– Głupia gryfonka..

***

Chwilę przed ciszą nocną, Nel zebrała swoje pergaminy, wrzuciła je niedbale do torby i wolnym krokiem pomaszerowała do dormitorium. Dzisiejszego dnia wydarzyło się stanowczo zbyt dużo. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że będzie jeszcze musiała przebrnąć przez trudną rozmowę ze swymi przyjaciółmi. Z lekkim westchnieniem stanęła przed portretem Grubej Damy, niepewnie wypowiedziała hasło, po czym weszła do pokoju wspólnego.

Trójka przyjaciół siedziała na sofie, Ginny zajmowała miejsce na dywanie, tuż przed kominkiem, a Neville krzątał się po pomieszczeniu, co chwila przekładając pergaminy z jednego miejsca, na drugie. Dziewczyna weszła niepewnie do środka, zmierzając prosto do dormitorium.
– Nel, pogadamy? – cichy szept Harrego skutecznie zatrzymał młodą gryfonkę.
– Jeżeli musimy – mruknęła, kładąc swą torbę obok jednego z foteli. Ociągając się, usiadła na czerwono-złotym dywanie, tuż obok Ginevry. – O cóż chodzi?
– Jesteś wężousta – przejmujący jęk wydobył się z miejsca, które zajmował Ron – Dlaczego?
– Powiedźmy, że miałam szczęście.. hm.. nieszczęście odziedziczyć tą jakże ujmującą umiejętność.
– Ja też rozmawiam z wężami – głowa Nelii mimowolnie skierowała się w stronę Harrego. – Pamiątka po spotkaniu z Voldemortem.
Slugh nie odezwała się ani słowem. Jej oddech przyspieszył, a dłonie nerwowo pocierały o materiał czarnej spódnicy. Odwróciła wzrok od Harrego, nieobecnie spoglądając na tańczące w kominku pomarańczowo-czerwone płomienie. Voldemort był osobnikiem, który w wielu czarodziejach wzbudzał niewyobrażalny strach. Nelia nie czuła do niego nic poza odrazą i wstrętem. Nie można było nazwać go człowiekiem, nie był nikim więcej jak bezwzględnym zwierzęciem, które uśmiercało setki niewinnych osób tylko i wyłącznie dla swojej uciechy i chorych ambicji.
– Nelio, halo – płomiennowłosa gryfonka pstryknęła palcami tuż przed nosem Slughorn.
– Wybaczcie, trochę się zamyśliłam – delikatny rumieniec wypłynął na jej policzka.
– Twój ojciec potrafił rozmawiać z tymi paskudnymi gadami? – Ron wzdrygnął się na samą myśl o tych niezbyt przyjemnych stworzeniach.
– Owszem – mruknęła, krzyżując ręce i delikatnie wzdychając.
– A eliksir – krótką chwilę milczenia przerwał pełen ekscytacji głos Harrego – Jak udało ci się zrobić perfekcyjny Wywar Żywej Śmierci?
– A tobie? – spytała bez zastanowienia, ponownie przenosząc swój wzrok na Wybrańca.
– Cóż..
– Harry znalazł w szafce Slughorna podręcznik do eliksirów należący do jednego z jego byłych uczniów, były w nim notatki, które zawierały przeinaczoną receptę na stworzenie doskonałego wywaru – Hermiona wykrzyknęła wszystko jednym tchem, widząc jak jej przyjaciel ociąga się z odpowiedzią na zadane przez Nelie pytanie – Już nie wspomnę o tym, że zamiast po lekcjach oddać książkę, która do niego należy to po prostu ją ukradł!
Slugh delikatnie się uśmiechnęła, po czym wyciągnęła dłoń w kierunku ciemnowłosego chłopca z zapytaniem, czy nie mogłaby zobaczyć tego „skradzionego podręcznika”. Harry z wielkim wahaniem i ostrożnością podał jej przedmiot. Nelia przetarła dłonią okładkę, po czym otworzyła ciekawą książkę na pierwszej stronie.
– Własność.. Książe Półkrwi..
– On był jej wcześniejszym właścicielem. Profesor Slughorn powiedział, że tylko jednemu uczniowi udało się wyważyć idealny Wywar Żywej Śmierci. Zapewne to jest jego podręcznik.
– Harry korzystał z niego więc wielkim szczęściem udało mu się stworzyć doskonałą miksturę.. A ty Nel? Jak ci się to udało? – Gin spojrzała na zmarszczone brwi gryfonki, siedzące na dywanie, tuż obok niej.
Dziewczyna w skupieniu przewracała kolejne kartki otrzymanego podręcznika.
– Umiem go przyrządzać – mruknęła, przejeżdżając dłonią po jednej ze stron, na której widniało napisane czarnym atramentem słowo „Sectumsempra”. – Powinieneś zwrócić tę książkę. – podniosła się z miejsca, oddając podręcznik chłopakowi – Jak najszybciej.
– Dlaczego uczyłaś się przyrządzać.. hm.. TAKI eliksir? – Gin spojrzała na nią z lekką niepewnością.
– Wiesz kim jest Książe Półkrwi? – Harry wskazał palcem na podpis znajdujący się na pierwszej stronie, nie zwracając uwagi na zapytanie, które padło z ust rudowłosej siostry Rona.
– Odpowiadając na twoje pytanie Gin – uczyłam się bardzo wielu eliksirów, często ze zwykłego znudzenia kułam na pamięć ich receptury. I nie Harry, nie wiem kim jest Książe Półkrwi – kłamiąc w obydwóch przypadkach, chwyciła za plecak i ruszyła w stronę dormitorium – Bardzo was przepraszam, że nie zostaje z wami dłużej, ale to był dla mnie naprawdę bardzo ciężki dzień – westchnęła wchodząc na pierwszy stopień – Harry – zwróciła się bezpośrednio do ciemnowłosego chłopaka – Naprawdę, oddaj tą książkę.

***

- Nie wiem co skrzaty dodały do tego kurczaka, ale jest nieziemski – Ron głośno mlasnął, ukazując swe ogromne zadowolenie związane z możliwością konsumpcji tak przepysznej potrawy.
– To samo mówiłeś o tym placku dyniowym, kukurydzy, kruchych ciasteczkach i kajmakowej tarcie!
– Po prostu jestem głodny – mruknął, odgryzając kolejny kawałek chrupiącej skórki.
Nelia siedziała znudzona, niezbyt interesując się rozmową swych przyjaciół. Miała trochę większe zmartwienia niż ilość porcji, którą pochłonął Rudzielec. W momencie, gdy zajmowała czas bawieniem się widelcem, drzwi Wielkiej Sali otworzyły się, a do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna o platynowych włosach. Nonszalancko przeszedł między stołami zajętymi przez uczniów Ravenclawu oraz Hufflepuffu. Nelia spojrzała na niego ukradkiem. Można było mu wiele zarzucić. Jego charakter odbiegał od ideału. Draco Malfoy był denerwującym, złośliwym, skretyniałym śmierciożercą o przepięknych, kryształowych tęczówkach i wybitnie intrygującej urodzie. Gryfonka uświadomiła sobie o czym tak naprawdę myśli, dopiero wtedy, gdy obiekt jej obserwacji zmierzył ją swym lodowatym wzrokiem.
– Moi Drodzy, wybaczcie, że przerywam wam tą wyśmienitą kolację, jednakże mam pewne informacje, które z pewnością was ucieszą – gwar w Wielkiej Sali ucichł dopuszczając do głosu Dyrektora szkoły – Po nieprzyjemnych wydarzeniach jakie napotkały was w zeszłym roku w Hogwarcie, postanowiłem razem z naszym szanownym gronem pedagogicznym, umilić wam chociaż w małym stopniu tenże rok. Demokratyczną drogą głosowania wybraliśmy razem z nauczycielami najmilszą z najmilszych dostępnych możliwości. – urwał, spoglądając na poszczególne stoły – Przed zakończeniem pierwszego semestru odbędzie się bal. Bal maskowy, na który zaproszeni są wszyscy uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Tyle, wracajcie do kolacji!
Po Wielkiej Sali rozszedł się głośny szmer.
– Baal? – Ronald podniósł głowę znad wypełnionego obgryzionymi kosteczkami talerza – Ale ja nie umiem tańczyć..
– Masz czas żeby się nauczyć – wściekłe spojrzenie Herm, wbiło się w Rudzielca.
– Ja nie wiem co cię dzisiaj ugryzło, naprawdę – Gryfon był wyraźnie zdziwiony zachowaniem swej przyjaciółki.
Praktycznie od samego rana chodziła zła jak osa, a on nie miał zielonego pojęcia co takiego zrobił. Tak, co zrobił on, bo zła była tylko i wyłącznie na niego. Z Harrym, Ginny czy Nelią rozmawiała całkowicie normalnie.
– Ron – Slugh pstryknęła palcami, gdy ten przez nieuwagę zapatrzył się na siedzącą niedaleko nich Lavender Brown.
Nel zerknęła w jej kierunku, po czym odwróciła się do Rudzielca z lekkim uśmiechem.
– Ta cała Lavender.. Nie sądzisz, że jest tobą zainteresowana? – odwróciła głowę, obrzucając Hermionę zdziwionym spojrzeniem, gdy ta ze wściekłością wbiła widelec w kurczaka.
– Nie no coś ty.. Lavender? – twarz Rona przybrała kolor jego czupryny – A może i masz rację – ogromny uśmiech pojawił się na twarzy chłopaka na samą myśl, że mógłby się podobać jakiejś dziewczynie, a szczególnie tak ładnej jak Brown.
– Wiecie co, straciłam już apetyt – Hermiona wstała od stołu i nim któreś z jej przyjaciół zdążyło zareagować – wyszła z Wielkiej Sali.
– A tej co się stało.. – chłopak ze zdziwieniem patrzył jak postać jego przyjaciółki niknie za drzwiami.
Nel westchnęła ciężko. Czy mężczyźni muszą być aż tak niedomyślni..?
– Ja też już podziękuję, najadłam się aż za bardzo – wygramoliła się zza stołu i szybkim krokiem opuściła pomieszczenie.

Dzisiejszy dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Nel obudziła się bardzo wyspana, dodatkowo poranne lekcje minęły bardzo szybko, nauczyciele zadali mało pracy domowej, a żeby tego było mało – obiad był przepyszny. Kiedy gryfonka rozkoszowała się myślą spędzenia całego popołudnia na czytaniu swych książek, na korytarzu ujrzała postać wysokiego blondyna. Jak gdyby nigdy nic, spacerował sobie po siódmym piętrze.
– Co tu robisz? – mruknęła, spoglądając z niechęcią w stronę ślizgona.
– Spaceruje. Zabronisz mi?
Nel pozostawiła jego pytanie bez odpowiedzi. Wyminęła go i skierowała się w stronę obrazu, który umożliwiał przedostanie się do pokoju wspólnego Gryffindoru.
– Slughorn – jej plan na kolejne kilkadziesiąt sekund, ponownie zmieniło to blond irytujące stworzenie.
– Czego chcesz.
– O dziewiętnastej w bibliotece. Musisz nauczyć mnie ostatniej lekcji – ostentacyjnie oparł się o ścianę, po czym włożył ręce do kieszeni swych czarnych spodni.
– Po co? Przecież umiejętność zmieniania żywych stworzeń w jadowite gady masz opanowane do perfekcji.
– Daruj sobie te uszczypliwości. Przypominam ci, że zawarliśmy umowę. W sumie nie do końca wiem po co i co mi strzeliło do głowy, ale skoro już coś sobie obiecaliśmy, to ja jako człowiek honoru, mam zamiar się wywiązać. Tobie też radzę – zlustrował ją z góry na dół swym zimnym wzrokiem, po czym odwrócił się do niej plecami i zniknął za drzwiami prowadzącymi na siódme piętro.
Nel zacisnęła mocno pięści i biorąc głęboki wdech, próbowała opanować swą złość. Chwilę później weszła do pokoju wspólnego Domu Lwa, licząc, że zastanie w nim swą przyjaciółkę.

Hermione znalazła w dormitorium. Leżała na łóżku, z twarzą ukrytą w białej poduszce. Slugh z lekkim westchnieniem usiadła na brzegu materaca i ze współczuciem spojrzała na gryfonkę.
– To, że Levender z chęcią rzuciłaby się na Rona i wycałowała go tak, że zaparłoby mu dech w piersiach to widać z daleka.. Ale tego, że Ron jest tym zainteresowany jakoś jeszcze nie zauważyłam. Nie powinnaś się więc przejmować.
– Dlaczego miałabym się przejmować – stłumiony głos wydobył się z pościeli.
– Oh, Herm. Jestem kobietą. Widzę, o co chodzi. Przestań płakać, to nie ma sensu – położyła swą dłoń na jej ramieniu, mając nadzieję, że dziewczyna w końcu zechce się do niej odwrócić.
Nie musiała długo czekać. Kilka minut później Hermiona podniosła się z pozycji leżącej i usiadła tuż obok swej przyjaciółki. Zaszklonym, nieobecnym wzrokiem wpatrywała się w ciężkie, dębowe drzwi. Chwilę później obiekt jej obserwacji delikatnie zaskrzypiał, a do pomieszczenia niepewnie weszła Ginevra.
– Herm, wszystko w porządku? – spojrzała na swą zapłakaną przyjaciółkę – Harry mi powiedział, że zdenerwowana wyszłaś z Wielkiej Sali. Chodzi o Rona, prawda?
– Czy już wszyscy o tym wiedzą?! – wyraźnie widać było, że gryfonka nie jest z tego powodu szczęśliwa.
– Nie, tylko my. Przebywamy z tobą praktycznie non stop, zauważyłyśmy twoją zmianę zachowania w stosunku do Rona..
– No i to jak się denerwujesz, gdy widzisz, że Lavender patrzy na niego tymi swoimi maślanymi ślepiami – niepewnie dodała dziewczyna o płonących włosach.
Na twarz Hermiony spłynął siarczysty rumieniec. Odwróciła głowę, spoglądając z zawstydzeniem w najbliższe okno.

***

Nelia spędziła całe popołudnie w dormitorium. Bardzo długo rozmawiała z Ginny i Hermioną o „sprawach sercowych” jednej z nich, a gdy wybiła godzina dziewiętnasta, ruszyła w kierunku biblioteki. Nie była zadowolona z faktu, że zapewne cały wieczór spędzi w towarzystwie znienawidzonego ślizgona. Z miłą chęcią wybrałaby się na kolację razem ze swymi przyjaciółkami..

 - Spóźniłaś się – gryfonkę przywitał zimny ton blondyna.
Siedział przy jednym ze stołów, ukrytych w dziale ksiąg historycznych.
– Też cię miło widzieć – prychnęła, siadając naprzeciwko chłopaka.
Arystokrata uniósł wzrok znad różdżki, którą obracał w palcach i obrzucił Nelie łaskawym spojrzeniem.
– Jesteś paskudna – mruknął.
– Malfoy, kretynie – podniesiony, zirytowany głos Slugh rozniósł się po opustoszałej bibliotece – wyobraź sobie, że jesteś przebrzydłym, żałosnym, zadufanym w sobie, ślizgońskim palantem, a jakoś nie wypominam ci tego na każdym kroku!
Na twarzy Dracona pojawił się dobrze wszystkim znany, cyniczny uśmieszek.
– Ale ty jesteś głupia, Slughorn – ostentacyjnie oparł się o oparcie krzesełka, obrzucając swą towarzyszkę zimnym spojrzeniem – Zacznij mnie w końcu czegoś uczyć, bo nie chcę spędzić całego wieczoru w takim marnym towarzystwie.
Przez ponad godzinę Nelia próbowała wytłumaczyć ślizgonowi zasady transmutacji dowolnego stworzenia w puchatego królika, niestety praktyczne próby za każdym razem zamieniały jego zwierzę w coś co pod żadnym kątem nie przypominało uszaka.
– Ale z ciebie jest beznadziejna nauczycielka.
– Gdybyś miał choć za grosz talentu to moja beznadziejność nie przeszkadzałaby ci w nauce tak prostego zaklęcia – westchnęła, znudzona już ciągłym powtarzaniem tego samego.
Między dwójką uczniów zapanowała cisza. Nelia nie miała już siły kłócić się z chłopakiem. Fakt, że nareszcie zamilkł bardzo ją ucieszył, miała chwilę czasu aby odpocząć. Dracon wyglądał jakby nad czym gorączkowo rozmyślał. Nie zdziwiło to Slugh w żaden sposób, może w końcu zrozumiał jak sprawić, aby na stole pojawił się futrzasty królik.
– Jak to zrobiłaś?
– Co? – Nel podniosła głowę i ze zdziwieniem spojrzała na chłopaka.
– Jak usunęłaś Mroczny Znak?
– Malfoy – syknęła – Nie sądzisz, że trochę się zapędzasz?
– Ani trochę – chwycił ją za dłoń położoną na dębowym stole, po czym podciągnął rękaw jej szkolnej szaty, ukazując szpetną bliznę ciągnącą się od linii nadgarstka aż po sam dół łokciowy.
Dziewczyna wyrwała swą rękę z uścisku chłopaka i jak mogła najszybciej – opuściła czarną szatę zasłaniając swe przedramię.
– Już chyba sam odpowiedziałeś sobie na to pytanie – warknęła, po czym schowała swoje pergaminy oraz podręcznik transmutacji do torby – Koniec zajęć.
– Nie wiem jak ktoś taki jak ty może być.. – urwał, spoglądając na nią ukradkiem.
Patrzył na nią i nie mógł zrozumieć jak w tak drobnym ciele może kryć się tyle odwagi i siły. Jej długie, kasztanowe włosy, kręciły się delikatnie opadając swobodnie na ramiona, okryte szaro-czarnym swetrem. Niewielkie pięści zaciśnięte były w mocnym uścisku, a na twarzy widniał wyraźny grymas złości. Posmutniałe oczy lśniły w sztucznym świetle, patrząc na niego wyczekująco.

__________________________

Po długiej przerwie ukazał się rozdział 5. Postaram się publikować nowe wpisy z częstotliwością nie mniejszą niż: jeden rozdział na dwa tygodnie. Kolejny wpis powinien ukazać się około 27.01
+ W rozdzialewystąpiły się kolejne odstępstwa od kanonu, o których możecie przeczytać w zakładce „Slughorn”.